ambrosiaa blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: kosmetyki

Hej hej! Dziś makijażu niestety nie będzie, bo nie mam chwili na to aby zmalowac coś nowego, ale w weekend z pewnością coś wrzucę, bo mam masę wolnego czasu :) Myślę, że może na jakiś konkursik coś zgłoszę, do tego w sobotę maluję modelkę do sesji, więc będzie co oglądac (oby!) :D

Wpadłam na pomysł, żeby wrzucic mały tutorial, jak myję swoje pędzle :) Troska o pędzle, to rzecz bardzo istotna! Trzeba utrzymac je w czystości i totalnej dezynfekcji! Okazuje się, że często sama woda czy nawet odrobina mydła nie zwalczą zarazków i resztek pudru, cieni itp Tyczy się to także pacynek, aplikatorów, czy jak kto to się tam zwie. Wiem jaka to ogromna katorga wyczyści taki aplikator… Płyn znacznie ułatwia sprawę i szybciutko likwiduje zalegający cień na gąbeczce, ale co jak co, samego zabarwienia to chyba nie da się usunąc…
Na rynku jest wiele płynów do mycia i dezynfekcji pędzli, ale ja dochodze do wniosku, że po co wydawac niepotrzebnie pieniądze, skoro taki płyn można szybciutko zrobic samemu i do tego tanim kosztem :)

Do wyczyszczenia pędzli potrzebujemy oczywiście płyn (przepis na dole) oraz jakąś szmatkę, chusteczkę lub cokolwiek innego w co możemy wytrzec pędzelek (i tym samym pozostawic na tym resztki kosmetyku). Ja akurat używam nawilżonych chusteczek dla dzieci :)

Robimy płyn!!

1 szklanka wody destylowanej, mineralnej lub przegotowanej
1/4 szklanki alkoholu 70% (lub więcej)
1/2 łyżeczki płynu do naczyń (najlepszy ten z balsamem pielęgnującym)
1/2 łyżeczki szamponu (w miare delikatnego, np dla dzieci)
1 łyżeczka płynnej odżywki do włosów (niekoniecznie)

Merdamy to wszystko, ale spokojnie, żeby nie zrobiła nam się gigantyczna piana.
Przelewamy np do słoiczka i gotowe! :)

Zabierając się już za mycie pędzli, pamiętajmy o tym, żeby nie zamaczac w płynie trzonka ponad metalową częścią! Jeśli dostanie nam się tam woda, jest duże prawdopodobieństwo, że puści klei i tym samym pędzel będzie do wyrzucenia, a chyba tego nie chcemy, prawda?
Chwilke trzymamy pędzelek w płynie, troszeczkę mieszamy, a następnie dokładnie wycieramy o chustkę. Oczywiście jeśli jest taka potrzeba- czynnoś powtarzamy, aż do oczekiwanego efektu czystości! ;d

Po takim szybkim zabiegu pędzle są szyściutkie, a w dodatku miłe w dotyku i aż przyjemnie się z nich korzysta :) Pamiętajmy, że pędzle najlepiej myc wieczorem, aby mogły one spokojnie wysychac przez całą noc! Nie jest to takie hop-siup :) Trochę czasu to zabiera, ale spokojnie, rano będzie można ich swobodnie używac :)

A tak wygląda wcześniej przezroczysty płyn po styczności z moimi pędzlami :O

Dziś nietypowa notka- częśc pierwsza z serii: z czego powstają moje makijaże! W tym wpisie będzie o moich cieniach :) Nie jest ich może zbyt wiele i nie są one z najwyższej półki, ale jestem z nich bardzo zadowolona. Wiadomo… z jednych bardziej, z drugich mniej, ale wychodzę z założenia, że tanie kosmetyki także mogą byc dobre :) Jest w tej kolekcji pare perełek, które wielbie nad życie, oraz takie, które w zasadzie leżą bo leżą.
Poniżej znajdują się zdjęcia z krótką opisówką :)

1. Paletka „krzak„.
2. #12 Butterfly -  ah! Uwielbiam tą mini paletke! Jest mocno napogmentowana
    i idealna na wakacyjne wyjścia :)
3. #8 Butterfly -  podobnie jak wyżej :)
4. Trio #1 Magic Visage
5. Trio #2 Magic Visage – ten kolor na samym dole jest wspaniały!
6. Magic Visage

1. Versal Vollare – idealny do makijażu dziennego :)
2. Roxy #5 Butterfly
3. #11 Magic Visage – na oku daje niesamowity połysk. Świetnie napigmentowany :)
4. #Lemon Butterfly

1. Lavante Butterfly
2. Lavante Butterfly
3. Lavante Butterfly
4. #207 Vivid Impact Miss Sporty
5. Madly in Love with Miami H&M
6. Duo Markwins
7. Cote France Nouveau Style
8. Cote France Nouveau Style
9. Blush #Gala N.Y.C.
10. #822 JOKO
11. #28 Editt
12. #4 Cheerflor

1. Double Sparkle #495 Inglot
2. Matte #363 Inglot
3. Double Sparkle #62 Inglot
4. Matrix #955 Inglot
5. Shine #130 Inglot
6. Pearl #453 Inglot
7. Matrix #832 Inglot
8. Pearl #436 Inglot

na górze: Paleta TCW Markwins
na dole: Paleta Queen Style

I to by było na tyle :) Oczywiście za każdym razem gdy idę na zakupy to ta kolekcja się zwiększa… nie potrafię przejśc obojętnie obok kosmetyków… Takie małe zboczenie :) Planuje teraz zakup palety Sleek, bo jest wychwalana pod niebiosa w Anglii, więc mam wielką ochotę sprawdzic czy jest aż tak niesamowita jak ją opisują :D
Mam nadzieję, że prośba została należycie spełniona! :D Pozdrawiam :)

Jak pewnie niektórzy wiedzą, od jakiegoś czasu mam okropny problem z moimi włosami, z którym nie mogę się uporac a chcę uratowac je (i siebie) przed ścięciem.
Coś mi odbiło i postanowiłam rozjaśnic włosy. A co mi tam, przecież włosy nie ręka. Momentalnie zauważyłam różnicę- włosy suche, szorstkie, kruszyły się… i dodatkowo obciążone pianką i lakierem (jestem uzależniona od tych dwóch produktów -.-). Coś strasznego. Stwierdziłam, że czas najwyższy dac sobie spokój z białymi włosami i powrócic do ogniście czerwonego koloru. Wszystko pięknie, aż do momentu gdy umyłam włosy. Farba spłynęła. Aktualnie na głowie mam blady róż… Pół biedy, ale u nasady jestem czerwona.
Czarna rozpacz i poszukiwanie ratunku dla moich włosów…

Czas ratowac!!

po pierwsze: totalnie odstawiłam piankę i lakier. Ubolewam jak nie wiem co, no ale nie mam wyboru. Czuję różnicę i to wielką. Włosy nie są obciążone i oczywiście wysuszone.
po drugie: staram się odzwyczaic od pocierania ręcznikiem. Tak, to co zazwyczaj się robi: umyjemy włosy, owijamy je ręcznikiem a następnie pocieramy nim aby nieco wysuszyc kudły. Kołtuny gwarantowane..
po trzecie i najważniejsze: Nawilżanie. Znalazłam w toalecie u Grześka „cud odżywkę” o nieziemskim zapachu. Jego mama poleciła, że rewelacyjna, więc raz ciach znalazłam na allegro i zamówiłam dwie ;d

Jedna z nich to Crema Al Latte – krem mleczny (na zdjęciu z prawej)

„Dzięki proteinom pozyskanym z mleka, krem wspaniale nadaje się do każdego
rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i ożywione. Doskonały dla
zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnienie, farbowanie oraz trwałą
ondulację.”
Jest jej bardzo dużo, bo aż 1000 ml, a do tego jest bardzo wydajna. Niewielka ilośc wystarcza na całą długośc włosów ;d

 Jestem w niej zakochana! Zapach zwala mnie z nóg- pachnie jak hm.. jak lody śmietankowe! Jak tylko otwieram pojemnik, to aż mi się ślinka zbiera ;d Nakładam ją po każdym myciu włosów i pozostawiam na kilka minut. Zero problemu z rozczesywaniem włosów, mięciutkie, no i ten zapach… mniam mniam.
 

Druga to Crema Midollo & Placenta – krem z łożysk (na zdjęciu z lewej)

„Krem z wyciągiem z łożysk jest specjalnym kremem bogatym w białka,aminokwasy
i witaminy. Swoje działanie zawdzięcza wyciągowi z łożysk zwierzęcych. Dzięki specjalnemu składowi włosy stają się mocne i łatwe w pielęgnacji. Jest polecany szczególnie do włosów rozjaśnionych oraz suchych i łamliwych.”

Powiem szczerze, że tekst o łożyskach nieco mnie obrzydził, no ale niby to co naturalne, to zdrowe ;d
Tą odżywkę stosuję raz w tygodniu, w weekend. Po umyciu nakładam krem na włosy, dokładnie wmasowuję i owijam głowę folią :D Na to ręcznik i co jakiś czas podgrzewam folię suszarką, aby włosy były cały czas w ciepełku- pozostawiam tak to wszystko na ok. godzinę.
Muszę przyznac, że włosy po takim mini-zabiegu są rewelacyjne. Mięciutkie, gładkie, takie… hm. Ożywione! Żadnych problemów z rozczesywaniem i takie tam.
Ale jest jedna rzecz, która strasznie mnie irytuje- zapach. Niby ładnie pachnie, ale akurat mnie drażni. Zapach niczym z zakładu fryzjerskiego. To wg mnie jedyny minus, no ale uważam, że w porównaniu do ilości plusów to pikuś :)

Te odżywki to coś boskiego :)


  • RSS