Jak pewnie niektórzy wiedzą, od jakiegoś czasu mam okropny problem z moimi włosami, z którym nie mogę się uporac a chcę uratowac je (i siebie) przed ścięciem.
Coś mi odbiło i postanowiłam rozjaśnic włosy. A co mi tam, przecież włosy nie ręka. Momentalnie zauważyłam różnicę- włosy suche, szorstkie, kruszyły się… i dodatkowo obciążone pianką i lakierem (jestem uzależniona od tych dwóch produktów -.-). Coś strasznego. Stwierdziłam, że czas najwyższy dac sobie spokój z białymi włosami i powrócic do ogniście czerwonego koloru. Wszystko pięknie, aż do momentu gdy umyłam włosy. Farba spłynęła. Aktualnie na głowie mam blady róż… Pół biedy, ale u nasady jestem czerwona.
Czarna rozpacz i poszukiwanie ratunku dla moich włosów…

Czas ratowac!!

po pierwsze: totalnie odstawiłam piankę i lakier. Ubolewam jak nie wiem co, no ale nie mam wyboru. Czuję różnicę i to wielką. Włosy nie są obciążone i oczywiście wysuszone.
po drugie: staram się odzwyczaic od pocierania ręcznikiem. Tak, to co zazwyczaj się robi: umyjemy włosy, owijamy je ręcznikiem a następnie pocieramy nim aby nieco wysuszyc kudły. Kołtuny gwarantowane..
po trzecie i najważniejsze: Nawilżanie. Znalazłam w toalecie u Grześka „cud odżywkę” o nieziemskim zapachu. Jego mama poleciła, że rewelacyjna, więc raz ciach znalazłam na allegro i zamówiłam dwie ;d

Jedna z nich to Crema Al Latte – krem mleczny (na zdjęciu z prawej)

„Dzięki proteinom pozyskanym z mleka, krem wspaniale nadaje się do każdego
rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i ożywione. Doskonały dla
zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnienie, farbowanie oraz trwałą
ondulację.”
Jest jej bardzo dużo, bo aż 1000 ml, a do tego jest bardzo wydajna. Niewielka ilośc wystarcza na całą długośc włosów ;d

 Jestem w niej zakochana! Zapach zwala mnie z nóg- pachnie jak hm.. jak lody śmietankowe! Jak tylko otwieram pojemnik, to aż mi się ślinka zbiera ;d Nakładam ją po każdym myciu włosów i pozostawiam na kilka minut. Zero problemu z rozczesywaniem włosów, mięciutkie, no i ten zapach… mniam mniam.
 

Druga to Crema Midollo & Placenta – krem z łożysk (na zdjęciu z lewej)

„Krem z wyciągiem z łożysk jest specjalnym kremem bogatym w białka,aminokwasy
i witaminy. Swoje działanie zawdzięcza wyciągowi z łożysk zwierzęcych. Dzięki specjalnemu składowi włosy stają się mocne i łatwe w pielęgnacji. Jest polecany szczególnie do włosów rozjaśnionych oraz suchych i łamliwych.”

Powiem szczerze, że tekst o łożyskach nieco mnie obrzydził, no ale niby to co naturalne, to zdrowe ;d
Tą odżywkę stosuję raz w tygodniu, w weekend. Po umyciu nakładam krem na włosy, dokładnie wmasowuję i owijam głowę folią :D Na to ręcznik i co jakiś czas podgrzewam folię suszarką, aby włosy były cały czas w ciepełku- pozostawiam tak to wszystko na ok. godzinę.
Muszę przyznac, że włosy po takim mini-zabiegu są rewelacyjne. Mięciutkie, gładkie, takie… hm. Ożywione! Żadnych problemów z rozczesywaniem i takie tam.
Ale jest jedna rzecz, która strasznie mnie irytuje- zapach. Niby ładnie pachnie, ale akurat mnie drażni. Zapach niczym z zakładu fryzjerskiego. To wg mnie jedyny minus, no ale uważam, że w porównaniu do ilości plusów to pikuś :)

Te odżywki to coś boskiego :)